Witaj

Nasza twórczość

Nasza twórczość

Tajemnica starej monety

Natalia Zimnińska

            Gdy Alojzy Nitka i Ziemowit Kłębek zakładali biuro detektywistyczne "Po Nitce do Kłębka", nawet nie sądzili, że będą mieli tak dużo roboty. Już pierwszego dnia zaczęli zgłaszać się do nich obywatele pragnący wyjaśnić różne tajemnicze sprawy. Większość z tych zagadek nie przysparzała panom Alojzemu i Ziemowitowi większych trudności. Aż do dnia, kiedy do drzwi ich biura zapukał pewien niepozorny chłopiec. Miał na imię Emil. Ubrany był całkiem zwyczajnie, mówił cicho i trochę się jąkał. Ów Emil twierdził, że ktoś go śledzi i być może chce go porwać. A wszystko przez to, że tydzień temu chłopiec znalazł na ulicy... monetę.

- Chodzi za mną jakiś cień - opowiadał Emil. - Nie potrafię go opisać. Choć czuję jego obecność, on jakby rozpływa się w powietrzu, gdy się odwracam!

Detektywi spojrzeli na siebie zdziwieni, ale postanowili zająć się sprawą tajemniczej postaci. Śledzili Emila i obserwowali każdy jego krok, jednak w ciągu kilku kolejnych dni nie wpadli na najmniejszy ślad, który przybliżyłby ich do rozwiązania zagadki. Nawet w parku było tylko kilka spacerujących par i starszy pan w kapeluszu, czytający gazetę. Żadnych tajemniczych postaci, ani ukrywających się za drzewami bandytów.

            Emil był niepocieszony. Szedł właśnie przez park i zastanawiał się, czy rzeczywiście wszystko to jedynie sobie wyobraził?

Nagle poczuł, że ktoś łapie go za rękę i wciąga za najbliższe zarośla.

- Spokojnie, chłopcze, nie zrobię ci krzywdy! - usłyszał, ale czy takie zapewnienie z ust bandyty kogokolwiek by uspokoiło?

"Zginę" - pomyślał. "Zginę, a to wszystko przez jeden marny grosik...".

Gdy podniósł wzrok, nie mógł uwierzyć własnym oczom! Przed nim stał ów starszy pan w kapeluszu, który czytał tu codziennie gazetę.

- Nie bój się, naprawdę nie mam złych zamiarów - powiedział - Chcę cię tylko ostrzec, że od kilku dni śledzi cię dwóch podejrzanych opryszków. Rozglądają się, jakby czegoś szukali, ale to za tobą z całą pewnością chodzą.

- Ależ... oni chodzą za mną, bo ich o to prosiłem, proszę pana! To detektywi, panowie Nitka i Kłębek. Szukają tajemniczej postaci, która mnie prześladuje.

Starszy pan popatrzył przez chwilę na Emila.

- Obawiam się, że to ja jestem twoim tajemniczym prześladowcą, drogi chłopcze. Obserwowałem cię, bo masz coś, co należy do mnie.

- Przecież nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy! Chyba, że... to ta moneta, prawda? Ta, którą znalazłem kilka dni temu? Dlaczego jest dla pana taka ważna?

- Dostałem ją od mojego dziadka. A potem odkryłem, że to nie jest zwykły pieniążek. On pozwala podróżować w czasie. Widzisz... jestem pisarzem. W moim świecie jest teraz rok 1920. Dzięki takim podróżom mogę opisywać w moich książkach rzeczy, które się jeszcze nie wydarzyły i wynalazki, o których się ludziom nie śniło.

Emil był za to coraz bardziej przekonany, że jemu z pewnością wszystko to się śni, ale jednocześnie tak bardzo zafascynowany opowieścią starszego pana, że za żadną cenę nie chciałby się teraz obudzić.

- Dlaczego pan nie poprosił mnie o zwrot tej monety?

- Bałem się, że cię wystraszę, a wtedy mógłbym jej już nie odzyskać i przez to nigdy nie wrócić do domu. No i bałem się również, że nie uwierzysz, kiedy opowiem ci prawdę o sobie.

- Wierzę panu - Emil wyjął z kieszeni znaleziony grosik i wręczył prawowitemu właścicielowi.

- Jesteś niezwykłym chłopcem. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, ze to właśnie ty znalazłeś moją zgubę. Napiszę o tobie w jednej z moich książek.

            Nagle usłyszeli głosy detektywów, którzy bardzo zdenerwowani próbowali przedrzeć sie przez zarośla. Starszy pan ścisnął w dłoni monetę, po czym rozpłynął się w powietrzu.

- Gdzie ty się podziewasz Emilu! Ale nas nastraszyłeś! Co tu robisz?

 Chłopiec uśmiechnął się.

- Szukam czterolistnej koniczyny. Gdzieś zgubiłem swój szczęśliwy grosik...


"Szpak na opak"

Natalia Zimnińska

Gdzieś za siódmą górą

i za siódmym lasem

mieszkał pewien szpak,

co wszystkich dziwił czasem.

 

Szpak ten wszystko robił

odwrotnie, niż inni.

Nie przejmował się tym wcale,

nie czuł się też winny.

 

Nie jadł jagód, ni owadów,

kochał za to sery.

Zamiast latać pod chmurami,

wybierał spacery.

 

Latem w ciepłe kraje leciał,

chociaż wszyscy wiedzą,

że te wszystkie inne szpaki

latem w Polsce siedzą.

 

Zimą za to chciał w kałuży,

jak w basenie pływać.

Twierdził, że o każdej porze

życia chce używać!

 

W końcu nikt już po imieniu

do niego nie mówił.

"Szpak na opak" - na taki przydomek

sam sobie zasłużył!


"Nieustraszony"

Natalia Zimnińska

Gdyby ktoś dzisiaj poprosił Cię o to,

byś poszedł w nieznane, sam jeden, piechotą

i gdyby na drodze Twej, mój czytelniku,

stanęło przygód przeróżnych bez liku,

to miałbyś odwagę spakować tobołek

i pójść przed siebie, wędrując z mozołem?

 

Był taki jeden, co ruszył w nieznane,

by znaleźć miasto zwane Pacanów.

Czy kozy tam kują, chciał sprawdzić koniecznie,

nie sądził jednak, że tak niebezpiecznie

będzie na każdym wędrówki kroku!

Czy stracił życie? Nie, ale spokój

utracił z pewnością, tak, jak i brodę,

prawie też ogon, a nawet głowę,

którą mu przyszył znów dobry człowiek

i ruszył bohater nasz w dalszą drogę.

Choć pech go wciąż prześladował w trasie,

uciekał często i często bał się,

nic go nie było zatrzymać w stanie,

ani zwierzęta złe niesłychanie,

ani tubylcy, czy czarownica.

Cesarz, królewna, ciemna piwnica,

klatka, więzienie, automobile,

to wszystko były przeszkody na chwilę!

Świat przewędrował, morza przepłynął,

choć bywał głodny, prawie też zginął,

to w swej wędrówce nieustraszony,

znalazł Pacanów, uszczęśliwiony!

 

Czy już odgadłeś o kim jest mowa?

Koziołek Matołek - postać nie nowa.

Zna go już każde dziecko w tym kraju.

Inni z pewnością także poznają,

bo ten koziołek nieustraszony,

co przeszedł świat we wszystkie strony,

jest wciąż przykładem dla ludzi wielu,

jak niestrudzenie dążyć do celu.

 

 


"Marzenie"

Natalia Zimnińska

Gdzieś na delikatnej chmurce

siedziało światełko.

Takie nikłe, niepozorne,

naprawdę niewielkie.

Gdy podeszłam kilka kroków,

światełko rozbłysło.

Zachęcona tym mrugnięciem

podeszłam już blisko.

Migotało coraz bardziej,

jakby mnie wołało

i stwierdziłam w pewnej chwili,

że już nie jest małe.

Wyciągnęłam po nie rękę,

z początku nieśmiało,

a światełko coraz piękniej

swym blaskiem jaśniało.

Nie bój się mnie - usłyszałam.

Podejdź bliżej! Śmiało!

Już najwyższy czas jest na to,

byś mnie stąd zabrała.

Gdy odważnie po mnie sięgniesz,

życie swe odmienisz.

Wszak nie jestem zwykłym światłem,

jestem twym... Marzeniem!

 


"Krewna spod Krakowa"

Natalia Zimnińska

Powiedziała pani Ania

pani Hani rankiem,

że jej krewna spod Krakowa

zbiła filiżankę.

 

Delikatną, chińską chyba,

z wizerunkiem smoka.

Zmarnowana taka piękna,

misterna robota!

 

Pani Hania przekazała

Zosi tę nowinę,

ta z kolei powiedziała

o wszystkim Krystynie.

 

Pani Krysia aż struchlała,

słysząc takie wieści.

Smoka ktoś w Krakowie ubił?

W głowie się nie mieści!

 

Przed wieczorem tylko o tym

wszyscy rozmawiali,

że w Krakowie znów smoczysko

ludzie oglądali!

 

Jakby tego było mało

wnet się okazało,

że to krewna pani Ani

bestię pokonała!

 

Pani Ania zaś spokojnie

w domu swym siedziała

i o stracie filiżanki

wciąż z żalem myślała.


Natalia Zimnińska

"O zimie w czerwcu i jej skutkach"

         Był ciepły, czerwcowy wieczór. Siedziałam wygodnie w fotelu i czytałam jedną z książek Hansa Christiana Andersena. Była to moja ulubiona baśń - ,,Dziewczynka z zapałkami". Po chwili przerwałam czytanie i zaczęłam myśleć o tym, jak wielkie mam szczęście, że mogę siedzieć w ciepłym domu, w ulubionym fotelu, z ulubioną książką na kolanach. Dziewczynka z czytanej przeze mnie opowieści nie miała tyle szczęścia.

         Po pewnym czasie zrobiłam się bardzo senna, więc wstałam, odłożyłam książkę na półkę i już chciałam pójść spać, gdy za oknem ujrzałam przedziwny widok. Wszędzie leżał śnieg! Ulice, dachy domów i sklepów były całe białe. Pomyślałam, że to niemożliwe, bo przecież jest początek lata! O tej porze roku śnieg nie pada!

Nadal nie mogłam uwierzyć w to co widzę, więc postanowiłam sprawdzić, co to za dziwne zjawisko. Najpierw jednak musiałam się ubrać. Wyjęłam z dna szafy  ciepłą, zimową kurtkę, wełnianą czapkę i szalik, parę rękawiczek, oraz buty i wyszłam na zewnątrz. Kiedy otworzyłam drzwi i zrobiłam może trzy kroki, poczułam przeszywający mnie od stóp do głów chłód. Więc to jednak prawdziwa zima!

Przeszłam pięknymi, zaśnieżonymi ulicami, oświetlonymi przez starodawne, gazowe latarnie, minęłam wspaniale udekorowane sklepy, oraz ludzi, którzy najwyraźniej gdzieś się spieszyli. W końcu doszłam do miejsca, gdzie pomiędzy dwoma domami siedziała mała dziewczynka. Wyglądała na bardzo zmarzniętą i smutną. Resztkami sił proponowała przechodniom zapałki, ale nikt nawet na nią nie spojrzał. Nagle uświadomiłam sobie, że to wszystko przypomina świat z książki, którą właśnie czytałam! Nie wiem, jak to się stało, ale przecież zawsze chciałam zmienić zakończenie tej opowieści! Ogromnie mnie smuciła śmierć tej miłej i pracowitej dziewczynki i uważałam za niesprawiedliwe, że nikt jej nie pomógł, gdy żyła.

Gdy znów na nią spojrzałam, siedziała skulona tak samo, jak przed chwilą i trzęsła się z zimna. Zrobiło mi się jej bardzo żal, więc podeszłam bliżej, wyjęłam z kieszeni kilka złotych i poprosiłam o zapałki. Dziewczynka spojrzała na mnie, jakby nie wiedziała o co chodzi, a ja po chwili uświadomiłam sobie, że ona przecież nigdy nie widziała monet, które chciałam jej wręczyć. Pewnie mój strój też musiał jej się wydać dziwaczny. Pomyślałam, że nawet jeśli kupię od niej zapałki, to i tak nie będzie miała co zrobić z moimi pieniędzmi w swoim świecie. Musiałam wymyślić inny plan, żeby jej pomóc.

Młoda osóbka w końcu wstała i chciała odejść.

- Zaczekaj! Dokąd idziesz? - zapytałam.

- Muszę sprzedać te zapałki - odpowiedziała. - Jeśli nie sprzedam ani jednej, nie będę mogła wrócić do domu.

Okazało się, że jakimś cudem mnie rozumie, choć przecież mówiłyśmy różnymi językami. To było naprawdę przedziwne.

- Dlaczego nie będziesz mogła wrócić do domu? Przecież jest przeraźliwie zimno!

- Mój tata byłby na mnie bardzo zły. Nie mamy pieniędzy i tylko w taki sposób mogę zarobić na jedzenie.

No tak, przecież wiedziałam o tym, w końcu znam tę opowieść niemal na pamięć.

- Wyglądasz na bardzo zmarzniętą. Proszę weź to - zdjęłam z głowy czapkę i wręczyłam jej.

Dziewczynka spojrzała na mnie z wdzięcznością, a w jej oczach błyszczały łzy.

- Chciałabym ci jakoś pomóc, ale nie bardzo wiem, jak. Czy znasz jakieś miejsce, gdzie mogłybyśmy spokojnie porozmawiać, nie marznąc tak bardzo, jak tutaj? - zapytałam. Wiedziałam, że do domu zabrać jej nie mogę, bo nawet nie wiem, jak mam do niego wrócić. Nie stał przecież ot tak, pomiędzy starodawnymi kamienicami. Trochę się tym martwiłam, ale postanowiłam na razie o tym nie myśleć.

- Na stryszku kamienicy, gdzie mieszkamy jest taki sekretny schowek. Czasem tam zaglądam, gdy chcę się ukryć przed całym światem. Nie jest tam co prawda ciepło, ale przynajmniej tak bardzo nie wieje i nie pada na głowę.

Poszłyśmy więc, aby spokojnie się zastanowić, jak pomóc tej biednej, przemarzniętej istocie.

Wtem dziewczynka przystanęła przed jednym ze sklepów, gdzie na wystawie stały dumnie manekiny, ubrane w najpiękniejsze suknie, jakie kiedykolwiek widziałam.

- Piękne! - wykrzyknęłam zauroczona.

- Tak, piękne. Zawsze tu przychodzę, gdy chcę sobie poprawić humor. Te wszystkie cudowne suknie, tkaniny, tasiemki... czy widziałaś kiedyś coś wspanialszego? - zapytała dziewczynka. - Zawsze marzyłam, że pewnego dnia będę mogła wejść do tego sklepu i kupić choćby najtańszą wstążeczkę. Gotowa byłabym nawet sprzątać w tym sklepie, żeby choć raz dotknąć którejkolwiek z tych pięknych rzeczy.

- To jest myśl! - powiedziałam. - Sama wpadłaś na najlepsze rozwiązanie swojej sytuacji! Przecież mogłabyś tu sprzątać! Zarobiłabyś więcej, niż sprzedając zapałki, a przy okazji byłoby ci ciepło!

- Nie, to niemożliwe! Nigdy nie odważyłabym się nawet wejść do tej pracowni, a co dopiero poprosić o pracę.

- Wszystko jest możliwe, jeśli naprawdę tego chcemy - powiedziałam. - Skąd wiesz, że ci się nie uda, jeśli nawet nie spróbujesz? Nie czekaj, aż ci się coś przydarzy, sama się o to postaraj. Uda ci się, zobaczysz! Szkoda, że już nikogo tu nie ma, mogłabyś spróbować od razu.

- Właścicielka mieszka nad sklepem, myślisz, że zeszłaby, gdybyśmy zapukały? - spytała nieśmiało dziewczynka. Widziałam już, że zaczyna w końcu wierzyć w możliwość poprawy swojego losu i nie może się doczekać rozmowy z właścicielką.

Okazało się, że pani mieszkająca nad sklepikiem zeszła do nas po krótkiej chwili. Spokojnie wysłuchała naszej prośby, zmierzyła Lilly trochę krytycznym wzrokiem, ale w końcu zgodziła się jej pomóc.

Nigdy, naprawdę nigdy do tej pory nie widziałam takiej radości u żadnej z moich  koleżanek. Nawet u Ani, gdy kiedyś z dumą oznajmiała mi, że dostała najnowszy model telefonu.

Ta mała dziewczynka patrzyła na mnie takim radosnym wzrokiem, że aż zrobiło mi się ciepło na sercu.

Nagle jednak wszystko zaczęło znikać sprzed moich oczu, a kiedy znów widziałam wyraźnie okazało się, że stoję w tym samym miejscu, ale zamiast małej dziewczynki mam przed sobą dorosłą kobietę, choć wiedziałam, że to nadal ta sama osoba. Patrzyła tym samym rozradowanym wzrokiem, ale jakby mnie nie widziała. Pomagała jakiejś pani wybierać sukienkę, doradzała jej i śmiała się przy tym radośnie. Po chwili obserwowania tej sceny zorientowałam się, że to już nie jest ta sama pracownia, ale pracownia, której właścicielką jest właśnie ona, dziewczynka sprzedająca kiedyś zapałki! A więc udało jej się! Zmieniła swoje życie i znalazła szczęście. Jak dobrze, że udało mi się jakoś wpłynąć na zmianę zakończenia tej opowieści!

         I nagle ponownie wszystko zaczęło znikać, a po chwili okazało się, że znalazłam się znów w swoim domu i nadal siedzę w fotelu, z książką na kolanach. A więc to był tylko sen! Cała moja radość nagle zgasła. Czy naprawdę wszystko to było na darmo? Nie zmieniłam zakończenia tej smutnej historii, nie spotkało tej biednej dziewczynki żadne szczęście!

Ale w pewnej chwili uświadomiłam sobie, że może jednak nie wszystko stracone. Co prawda nie mogę pomóc akurat tej dziewczynce, jednak znam kilkoro dzieci w moim świecie, które może nie są w tak tragicznej sytuacji, jak ona, ale na pewno przydałaby im się pomoc. Położyłam się więc spać z  uśmiechem na ustach. Wiedziałam już, co będę robić następnego dnia.


Grosik

Natalia Zimnińska

Na ulicy leżał grosik.

Mówią, że przynosi szczęście.

Już chciałam go podnieść

i włożyć do kieszeni, ale...

przypomniał mi się

ten dzisiejszy buziak od mamy

i jej słowa - miłego dnia kochanie!

I wczorajsza "piątka" przybita z tatą,

kiedy dowiedział się o szóstce z klasówki.

I dzień, gdy nauczyłam się grać na gitarze

tę moją ulubioną piosenkę.

Śpiewałyśmy ją potem z przyjaciółką,

śmiejąc się do łez

z naszego fałszowania.

 

Zostawiłam grosik.

Niech zaczeka na tego,

kto go bardziej potrzebuje.

 


 

Z pewnością zgodzicie się ze mną, że uczniowie nie przepadają za ortografią, zwłaszcza wtedy, gdy nauczyciel oddaje sprawdzony zeszyt, którego kartki pokryte są mało przyjaznymi czerwonymi znaczkami. Brrrr! Nauka reguł ortograficznych to też niezbyt pasjonujące zaję- cie, założę się, że znacie o wiele ciekawsze. Uczniowie klasy IVa i IVc znaleźli przyjemniejszy sposób na walkę z „bykami”. Przez kilka kolejnych lekcji, pracując w grupach i indywidualnie, układali baśnie, w których należało wykorzystać piętnaście wyrazów z „rz”. Okazało się, że byli bardzo twórczy i wykorzystali ich znacznie więcej. Powstały nie tylko niezwykłe, pełne zaskakujących wydarzeń, baśnie. Uczniowie wykonali do nich piękne ilustracje, na których umieścili karteczki z wyrazami z „rz” – to kolejny sposób na utrwalenie pisowni. Praca w grupach przyniosła dużo więcej korzyści. Z wielką przyjemnością patrzy- łam i słuchałam, jak w czasie tej pracy uczą się szacunku do siebie, cierpliwości, słuchania, wspólnego podejmowania decyzji.

Bajkowa redaktorka Krystyna Skrzypczak

OrtoBajki


'' Wiecznie Młodzi ''

Zatańczmy stylowo, zatańczmy przez chwilę,
Popatrzmy na siebie pokonując te mile.

Inni są jak ogień, a inni jak woda,
Dlaczego Ona nie może zostać młoda ?

Są ludzie ciepli jak słońce, inni zimni jak lody,
Dlaczego On nie może zostać młody ? 

Młodość nie jest jak skała, bo skała jest wieczna.
Młodość jest jak woda, woda rzeczna.

Młodość jest krótką, życiową wycieczką,
Która płynie głęboką, wąską rzeczką.

Czy można wskoczyć do płynącej pod prąd łodzi ? 
Nie wiem ! My chcemy poprostu być wiecznie młodzi !




''Gotowy''

Bo właśnie teraz, rozumiem wszystko,
Przestanę być winny, upadać nisko.
Bo chcę być wolny, podążać za celem,
Chcę być pozytywnie myślącym marzycielem.

I chcę być Twój, ale już tak na zawsze,
Bo gdy na krok odejdziesz...moja świeczka zgaśnie.
Ty dajesz mi eliksir potrzebnych mocy,
Bo ja nie chcę się zgubić w ciemnościach nocy.

Jestem już gotowy, by uciec na wieki,
Położyć się na trawie, zamknąć powieki.
Milczeć jak grób, na zimne dmuchać.
Spojrzeć na Ciebie i Cię wysłuchać. 

Agnieszka Mazurkiewicz, VI c



Tańce, kuksańce

Tańcowały raz zwierzaki,

Takie małe rozrabiaki. Pierwszy Słonik, Małpka, Sowa,

Aż mnie rozbolała głowa.

Małpka z Kurą, Słonik z Wołem,

Sowa ze Szczurem, Mysz z Sokołem.

Aż harmider wyszedł taki,

Że upadły „rozrabiaki".

Nagle Sowa,

Mądra głowa

Powiedziała: „Moi mili,

Po co myśmy tak tańczyli?

Można było książki czytać,

A nie z wiatrem tak pomykać"

Teraz siedzą w bibliotece

I czytają książki, wiecie?

Maja Kaźmierczak, kl. IV a


A gdyby psy były niebieskie,,..?

Życie nie byłoby takie pieskie,

Cudownie wyglądałby ten nasz świat,

Gdyby wszystkie psy były niebieskie 

I miały łatki jak tęczowy kwiat.

Jest taki jeden, mój niebieski pies,

Który od dawna mi w głowie tkwi.

Receptą może na każdy być stres   

 rozweselić wszystkie szare dni.

Dla siebie zawsze bym go już miała,

Niebieskie futerko bym głaskała,

Każdego dnia bym się z nim bawiła

O wielkich z nim przygodach śniła.

I jeśli każde dziecko wokoło
Miałoby swego niebieskiego psa,
Wszyscy bawiliby się wesoło

Z wielkim uśmiechem każdego dnia.

Żeby rodzice nie byli smutni,

Nie mieli złej miny w ponure dni

I żeby nigdy nie było kłótni

We wszystkim pomogą niebieskie psy!

Amelia Wiertel,  kl. III D


Dziewczynka i kogucik

Są w  życiu takie chwile, które przywodzą na myśl kolorowe sny z dzieciństwa. Tak jest z dziećmi, które poznały wieś, jej tradycje, obrzędy i zwyczaje ludowe oraz kościelne.

Życie na wsi otworzyło swe tajemnice przed Klaudią, gdyż często wspomina cudowne lata dzieciństwa spędzone  w bliskim kontakcie z naturą.

Fajnie było  zamieszkać u babci na wsi, gdzie w sadzie  leżała na trawie, słuchała śpiewu ptaków i cieszyła się letnim słońcem. Źdźbła trawy łaskotały jej bose stopy, a słońce opalało twarz dziewczynki. Jeden dzień, taki szczególny, pozostanie w jej pamięci na długo.

Piękny poranek w sadzie. Klaudia szczęśliwa, promienna, cieszyła się otaczającą ją przyrodą. Opodal leżał jej pies o imieniu Oskar. Pod rozłożystą jabłonią mama i tata rozmawiali z  babcią o dalszych losach hodowli królików i prowadzeniu gospodarstwa na wsi.

Klaudia leżąc, wpatrywała się w chmury płynące po niebie. Wyobrażała sobie, że wędrujące obłoki to smaczna, bita śmietana, taka pyszna, słodka i kremowa.

Dziewczynka wyciągnęła dłoń by spróbować tego smakołyku. Wtedy pojawił się kolorowy kogucik. Ptak zatrzepotał skrzydłami, głośno zapiał i oznajmił ludzkim głosem:

-Jestem malowany kogucik i spełniam marzenia grzecznych dzieci. Lubię lato i słońce,

powiedz Klaudio o czym myślisz , a  spełnię twoje życzenia.

Dziewczynka spojrzała na malowanego kogucika i spytała:

-Skąd się tu wziąłeś  barwny ptaku?

-Jestem wymyśloną postacią Beaty Pendowskiej, malarki z Poznania. Odrzekł kogut i dodał – jestem tu po to, by  spełnić twe życzenia. Gwiazdki na niebie mi mówiły, że masz złote serce,  podczas srogiej zimy opiekowałaś się bezdomnymi kotkami dokarmiając je. Dlatego zasłużyłaś na nagrodę, powiedz o czym marzysz a to się spełni.  Klaudia uśmiechnęła się radośnie, zastanowiła się przez chwilę i skromnie odpowiedziała:

-Chciałabym  zawsze mieć przyjaciół, być zawsze zdrowa, w szkole mieć zawsze same

dobre oceny, a wakacje spędzać z kotkiem i królikami u babci na wsi.

Wtedy kogucik zapiał, zatrzepotał skrzydłami i oznajmił,

-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Po czym wzbił się wysoko do nieba, a w sadzie było słychać nawoływanie mamy :

-Klaudia, obudź się, zasnęłaś  tak leżąc na trawie…

-Mamusiu,  czemu mnie obudziłaś?  Miałam taki piękny sen o malowanym koguciku…

ze smutkiem powiedziała córka i przytuliła się do mamy. Potem obie wzięły kosz i poszły

zbierać jabłka. Kosz szybko napełnił się pachnącymi owocami i wyglądał jak malowany obraz. Tata zaś z troską krzątał się przy klatkach z królikami.

Na drugi dzień rodzina podjęła wspólnie decyzję o zamieszkaniu na wsi i zajęciem się hodowlą królików.

   A w małej główce Klaudii rodził się pomysł zaopiekowania się bezdomnymi kotami…

Klaudia Bezler, kl. IV c


Magiczne drzwi w Kornelówce   

Za górami, za lasami, w mieście Wałcz była szkoła im. Kornela Makuszyńskiego zwaną „Kornelówką”.

W Kornelówce znajdował się kącik dla  klas  młodszych. Nazywał się „Przerwolandia”. Można tam było zjeść, porozmawiać z przyjaciółmi i pobawić się.

Pewnego dnia trzy koleżanki: Hania, Martyna i Ewa poszły do Przerwolandii porozmawiać. Myślały o tym, jakby było fajnie, gdyby można było wejść przez małe drzwi, które się tam znajdowały. Wyobrażały sobie co się tam znajduje.

- Może wypowiemy zaklęcie i drzwi się otworzą.

- Super pomysł- odpowiedziała Martyna.

- Chodźmy. Zaraz koniec przerwy - powiedziała Ewa. Dziewczynki wypowiedziały zaklęcie: „Czary mary hokus pokus”. Drzwi się otworzyły. Powoli weszły i ujrzały magiczny ogród. Mieszkały tam zwierzęta mówiące ludzkim głosem. Nagle, zza drzewa, wyszedł chłopiec. Dziewczyny wystraszyły się. On poszedł do nich i zaprosił je na wielką ucztę. Koleżanki bawiły się, śpiewały  i tańczyły. Piękną zabawę przerwał dzwonek na lekcję.

      Na kolejnej przerwie próbowały znów przejść do magicznego ogrodu, ale zaklęcie już nie działało.

Hania Wilczyńska, kl. III D


Kornelowy Gród

    Dawno, dawno temu dzisiejsza szkoła Kornelówka wcale się tak nie  nazywała. Była niewielkim  grodem zamkowym zwanym "Grodem Bursztynowym”. Ta nazwa pochodziła od Szlaku  Bursztynowego, który przechodził przez Wałcz, a prowadził znad morza w góry. Przeprawiali się tamtędy handlarze, którzy nieśli bursztyn do swoich miast na południu Polski. Tam go sprzedawali   i mogli kupić jedzenie dla swoi rodzin.

   W zamku zaś mieszkała zła królowa ze swoim mężem i córką  Korneliną. Królowa nakazała, aby każdy kupiec idący znad morza trafiał do  „Bursztynowego Grodu”. Tam na jej rozkaz zabierano handlowcom cały dobytek w postaci bursztynów. Biedni ludzie wracali  z niczym do domów. Kornelia nie mogła dłużej patrzeć na nieszczęście tych ludzi.

  Wraz ze swoją służbą wybudowała tajne przejścia dla handlarzy. W nocy za pomocą pochodni  dawała im znaki, aby mogli przenieść spokojnie i bezpiecznie swój bursztyn.

Podstęp młodej księżniczki okazał się tak skuteczny, że zła królowa myślała, że skończyły się zapasy kruszcu i już nikt nie chodzi tym szlakiem. Dlatego postanowiła zostawić swoją rodzinę i przenieść się do innego grodu, aby okradać innych handlarzy.

Jednak, gdy uciekała ciemnym lasem, znad morza przyszła ogromna fala i zalała królową wraz z bursztynem, który  wcześniej ukradła. Tak powstało  jezioro Zamkowe.

Uszczęśliwieni  kupcy postanowili „Bursztynowy Gród” nazwać „Grodem Kornelowym” na cześć księżniczki Korneli. Kornelia zaś wyszła za mąż , a w swoim grodzie urządziła przyjazną przystań kupiecką i nazwała ją „Kornelówką”.

Dziś w „Kornelówce” słychać śmiech i krzyk  uczących się tam dzieci. A nad jeziorem Zamkowym, gdy zapada zmrok, można usłyszeć cichy, pełen rozpaczy głos królowej- „Ratuuuuuuuuunku”....

Amelia Wiertel,  kl. III  D

 

Aktualności

Kontakt

  • Szkoła Podstawowa nr 1 w Wałczu
    ul. Robotnicza 23
    78-600 Wałcz
  • tel./fax (67) 387 30 55

Galeria zdjęć